Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

19 czerwca 2014

U-ważność

 

Przeglądam archiwum swojego bloga i uświadamiam sobie, że tym, co łączy wszystkie wpisy zgromadzone w kuchni, sypialni, łazience i garderobie jest pielęgnowanie uważności.

Uważności, czyli u-ważniania prostych, czasami nawet prozaicznych: przedmiotów, zjawisk, czynności...

W tym procesie czynienia pewnych rzeczy ważnymi istotne miejsce zajmują właśnie zwracanie uwagi na potrzeby ciała.

I chyba to nie przypadek, że o istocie cielesności wspominam właśnie dziś - w święto Bożego Ciała, kiedy zwykły, a jednak uświęcony Kawałek Chleba, wędruje pośród ludzkich domostw ulicami miast i wsi.

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

Celebrowanie drobnych chwil istnienia, kiedy wehikuł naszego ciała niesie nas przez życie i umożliwia twórcze zmierzanie do różnych celów (także tych ostatecznych) wydaje mi się godne uwagi, wysiłku, troski. 

Dlatego wciąż na moim blogu będę starała się propagować tę ideę - miękko, ale celnie otulając moje spostrzeżenia na ten temat słowami wyrwanymi z milczenia.

7 lutego 2014

Woda


fot. Krzysztof Wieczerzak ©


Może powinnam była rozpocząć te kuchenne zapiski od spraw elementarnych.

Źródlana, krystaliczna, przezroczysta...

Kocham jej plusk w fontannie, uwielbiam jak szumi w morskiej fali. Jednak najbardziej urzeka mnie jej szmer w górskim strumieniu. Głośny stukot potoku po kamieniach jest dla mnie odgłosem głębi, która przyzywa moje serce.

Głębia przyzywa głębię hukiem Twych potoków (Ps 42, 1). Bardzo lubię ten fragment Księgi Psalmów.

Woda jest żywiołem dającym życie. I o tej ożywiającej mocy nie chcę zapomnieć, sącząc ją podczas posiłków.
Lubię słuchać jej szelestu, gdy nalewam ją do szklanki. Czuć jej wilgoć na języku. Latem, kiedy jest gorąco, jej przyjemy chłód, kiedy spływa po przełyku, jest obietnicą spełnionego pragnienia. 

Oczyszcza moje wnętrze, nawilża każdą komórkę mego ciała.

Odżywia i pogłębia kontakt z życiem. Codziennie.

10 listopada 2013

Klarowanie wina

 

Wino jest tym, co w naszym życiu dobre, ważne, wartościowe - co dodaje temu życiu smaku. Ja tak patrzę na wszystko, co związane z wewnętrznym rozwojem.


zdjęcie pochodzi ze strony www.dobra-rada.pl


Żeby powstało wino - potrzeba owoców, a żeby były owoce - potrzeba drzew albo krzaczków. Idąc tym tropem i próbując dotrzeć do źródła, uświadomimy sobie, że proces powstawania wina jest bardzo długi i skomplikowany. Można włączyć w niego: sadzenie drzewa, pozwalanie na to, by zadziałały na nie czynniki tak niezależne od nas, jak słońce i woda, wreszcie - przycinanie gałązek

Bolesne, ale konieczne...

Jednak na tym nie koniec. Wino musi się wyklarować.

Klarowanie wina nie jest bynajmniej zabiegiem czysto kosmetycznym, służącym wyłącznie poprawie jego aparycji. Pozbycie się zawiesin i osadów ma bowiem także inny, z winiarskiego punktu widzenia bardziej nawet istotny cel – stabilizację fizykochemiczną i mikrobiologiczną, tak aby po rozlaniu wina do butelek nie zdarzyły się w nim już żadne przykre niespodzianki.

Rozwijając swoje wnętrze też musimy przejść ten sam proces. Jeśli już dopracujemy się w pocie czoła, jakiejś wizji czegoś, gdy już odkryjemy, co jest naszym dobrem, potrzeba jeszcze czasu, by doszło do ostatecznego wyklarowania, tzn. oczyszczenia, rozjaśnienia, przejrzystości...

W tradycyjnej technologii winiarskiej wino po drugim przelaniu pozostawia się w spokoju, żeby samoczynnie wytrąciła się kolejna porcja osadu i po jakimś czasie – zwykle po paru miesiącach – przelewa się je po raz trzeci. Podczas dalszego dojrzewania w zbiorniku lub w beczce wino co kilka miesięcy przechodzi taki zabieg, aż przestanie wytrącać osad i uzyska całkowitą stabilność

To, co czasem nowe, zapierające dech w piersiach, napawające dumą i entuzjazmem, musi zwyczajnie potrwać w czasie, byśmy mogli przyjąć to jako pewną nową normę bycia...

Taki naturalny proces klarowania i stabilizacji wina przez kilkukrotną sedymentację i kolejne zlewanie znad osadu jest wciąż stosowany przez niektórych winiarzy-tradycjonalistów. Uzyskanie tym sposobem całkowicie stabilnego wina wymaga jednak co najmniej roku pracy, a może trwać nawet kilka lat. W środkowej Europie, zanim powszechniej zaczęto stosować filtrację zwyczaj nakazywał zlewać wino znad osadu trzy razy w pierwszym roku po fermentacji, dwa razy w drugim i raz w trzecim – i dopiero potem można je było rozlać do butelek.

(cytaty dotyczące klarowania wina zaczerpnęłam z artykułu Wojciecha Bosaka, www.winologia.pl)


23 kwietnia 2013

Karmnik

  

W kuchni na parapecie stoi jeszcze karmnik.


Wiem, że to może pytanie nie w porę
ale od jakiegoś czasu ciągle chodzi mi po głowie.

Co robisz częściej?  
Żywisz nadzieję czy dokarmiasz wątpliwości?

zdjęcie ze strony http://www.krzynowlogamala.pl

7 kwietnia 2013

Maliny

 

Ulubioną część mojego jadłospisu stanowią owoce. Kojarzą mi się z soczystym latem i dojrzewaniem w słońcu. Jest coś zachwycającego w procesie powstawania owoców, które stanowią ukoronowanie procesu wegetacyjnego. Lubię myśleć o tajemniczym zalążku życia, który kryje ich wnętrze w postaci pestek nasiennych.
 
zdjęcie z Wikipedii
 
Moje ulubione owoce to maliny. Ich czerwień, miękkość, słodycz, zapach są prawdziwą rozkoszą dla podniebienia - i nie tylko! Nawet moje palce lubią lekkość, z jaką maliny oddzielają się od dna kwiatowego. Tu nie ma mowy o zrywaniu. Tylko delikatne, łagodne oddzielanie...

Podoba mi się jeszcze sam kształt malin. Używając języka botaniki - malina to wielopestkowiec, co oznacza, że zbudowana jest z wielu drobnych owocków sczepionych ze sobą za pomocą maleńkich włosków.
 
Illustration Rubus idaeus0.jpg
rycina z Wikipedii

Ktoś może oczywiście zapytać, co to wszystko ma wspólnego z kuchnią i jedzeniem. A ja myślę, że ma i to sporo. Świadomość, zachwyt, afirmacja cudów, jakie kryje dla nas natura może podsycać naszą wolę życia, troszczenia się o siebie i swój stan zdrowia oraz dobre samopoczucie.

Ot jeszcze inne spojrzenie na wzmacniające działanie malin!

11 lutego 2013

Miód


Apetyt na życie w dużej mierze zależy od tego, jak czuje się nasze ciało. Na to z kolei niebagatelny wpływ ma dieta, czyli to, co, jak i z kim jemy. Nie mam ambicji prowadzenia bloga kulinarnego i dzielenia się z Wami ulubionymi przepisami. Chociaż... Kto wie, co będzie potem :). Na razie w kuchni chciałabym zaserwować Wam szczyptę refleksji na temat różnych produktów żywnościowych, które mogą umilać codzienny jadłospis. Uważam bowiem, że ważnym etapem docierania do siebie jest również docieranie do swoich ulubionych smaków i smaczków. Odkrywanie ich, rozkoszowanie się nimi, celebrowanie chwil, kiedy możemy próbować i degustować - to czysta radość! W konsekwencji można rozsmakować się w sobie, we własnym życiu! Pyszności!

Miód jako naturalny produkt spożywczy
zdjęcie zaczerpnięte ze strony www.we-dwoje.pl

Dziś rzecz będzie o miodzie. Poza smakiem uwielbiam jego złocisto-przezroczysty bursztynowy kolor oraz miękką gęsto-lejącą konsystencję. Niekoniecznie lepkość.

Bardzo lubię produkty naturalne, które poza wartością odżywczą posiadają własności lecznicze. Miód wspomaga odporność, łagodzi kaszel i ułatwia trawienie oraz pracę jelit. Lubię myśleć o tych jego cechach i czuć, że dodając go do ciepłej herbaty czy po prostu zlizując z łyżeczki, dbam o swoje zdrowie i mogę sama troszczyć się o siebie w taki prosty i zwyczajny sposób. 

A miód zimą to też dla mnie wspominanie lata. Otulanie się ciepłymi myślami o ulach, pasiekach i plastrach. O zapachu lipy w powietrzu rozgrzanym słońcem. Przywoływanie w pamięci łąki pełnej kwiatów, z których pszczoły pracowicie zbierają nektar.

fot. Krzysztof Wieczerzak ©