Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon. Pokaż wszystkie posty

17 czerwca 2014

Akatyst


Pomyślałam, że skoro już jestem doktorem nauk humanistycznych i skoro - jak ostatnio napisałam - nie chcę wyrzekać się swoich intelektualnych ciągot, to może uczynię mój salon trochę bardziej kulturalnym miejscem. Tak, jak to niegdyś było w salonach dystyngowanych dam :). 

Co jakiś czas zamierzam umieszczać więc tutaj jakiś kawałek poezji czy prozy, który chwyta za serce bądź daje do myślenia. Będą pojawiać się też reprodukcje obrazów, linki do wartościowych utworów muzycznych, impresje z obejrzanych filmów. Wszytko oczywiście stopniowo.

***

Dziś chciałabym podzielić się wrażeniem, jakie robi na mnie akatyst. Uwaga! Będzie kilka trudnych słówek, do których jako polonistka i miłośnik liter mam po prostu słabość.

Otóż akatyst to uroczysty hymn charakterystyczny dla liturgii bizantyjskiej. Nazwa pochodzi z języka greckiego: akathistos, a - nie, kathiden - siedzieć. Rzeczywiście ta piękna pieśń wykonywana jest na stojąco, w postawie wyrażającej szacunek dla Stwórcy. 

Akatyst składa się z mniejszych, przeplatających się części, zwanych kondaktionami i ikosami (kondaktionów jest zwykle 13, zaś ikosów - 12). Nazwa kondaktion (albo kondakion) oznacza zwój, drążek na który nawijano pergamin, zaś ikos - oznacza mieszkanie. Zbiór akatystów to akafistnik.

Choć najbardziej popularny jest Akatyst ku czci Bogurodzicy, ja swego czasu zachwyciłam się tym śpiewanym w Wigilię Pięćdziesiątnicy - ku czci Ducha Świętego. Po każdym wezwaniu zawartym w ikosie powtarza się refren: "Przyjdź i zamieszkaj w nas". 

Nie sposób zacytować tutaj tego hymnu w całości. Zresztą jego piękno objawia się chyba najpełniej, gdy ma się do czynienia z wersją śpiewaną. Mimo to przeczytajcie moje ulubione fragmenty. 

KONDAKTION II

Czy nie lepiej jednak, Duchu Święty, aby myśl moja trwała w całkowitym milczeniu, oddając Tobie w zachwycie cześć najgłębszą? Czyż nie lepiej zastąpić wszelkie o Tobie filozofowanie tą pieśnią, w którą w ciągu wieków weszło tyle westchnień, ile i radości, a więc pieśnią - Alleluja.

IKOS II

Jest jeden bezpieczny sposób wysławiania Ciebie: trzymać się mocno w tym, co o Tobie się mówi, tego, co Ty sam odkryłeś o sobie swoim wybranym i sam zawarłeś w świętych pismach. Dlatego też tak będę do Ciebie wołać:

Tchnienie Wszechmocnego, które unosiło się nad chaosem -
Który kształtujesz nasiona -
Przez kogo kwiat się rozchyla -
Dzięki któremu żyją rośliny -
Który sprawiasz, że trawa zielenieje -
Który karmisz zboża -
Dzięki któremu róża jest piękna, a lilia wspaniale odziana - 
Dzięki któremu konwalia zapach roztacza -
Przybądź Dawco dobra i zamieszkaj w nas.

(...)

KONDAKTION V

Niedługo czystym, jasnym i godnym Ciebie pozostało to mieszkanie, które w postaci człowieka zgotowałeś na ziemi dla siebie. Po trzech tysiącach lat, które dla Ciebie jako Boga są tym samym, co trzy dni, Pan musiał powiedzieć ludziom: "Duch mój nie może zamieszkać w ludziach, bo człowiek jest istotą cielesną", my jednak napełnieni przez Ciebie Duchem Chrystusowym, śmiało Cię wzywamy: Alleluja.

IKOS V

"Światło w ciemnościach świeci" - powiedziałeś o sławionym na równi z Tobą i współuwielbianym Chrystusie. Stałeś się dla ludzi tym, czym być miałeś w pierwotnym zamiarze Stwórcy:

Źródło rozumu i geniuszu twórców -
Który śpiewasz w pieśniach, którego głosi muzyka - 
Źródło zachwytu poetów i duszo rzeczy pięknych -
Który mówisz przez oratorów i prowadzisz pędzel malarza - 
Przybądź Dawco dobra i zamieszkaj w nas.

11 czerwca 2014

Zrobiłam doktorat!

 

Końcem maja obroniłam doktorat o twórczości eseistycznej Joanny Pollakówny, polskiej poetki i historyka sztuki. Czuję wielką radość, satysfakcję i ulgę.

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

Nie pisałabym o tym, gdyby nie znaczące oddziaływania - czasem nawet spięcia - jakie występowały pomiędzy tym doktoratowym kawałkiem mojego życia a prowadzonym blogiem. Były to napięcia twórcze, dynamizujące moją codzienną aktywność, ale i bolesne. Tym bardziej, że dodatkowo główną funkcją mojego życia jest macierzyństwo.

Kiedy zakładałam tego bloga wiedziałam już, że działalność naukowa nie jest moim ostatecznym pomysłem na życie. W pewnym momencie uświadomiłam sobie wyraźniej, co mną kierowało, gdy zdecydowałam się na studia doktoranckie. Dotarło też do mnie, czym tak naprawdę chciałabym się w życiu zająć.

Podjęłam decyzję, by jednak skończyć doktorat, bo chciałam pozostać wierną sobie. Żal mi było włożonego wysiłku i nie potrafiłam tak po prostu rzucić tego w połowie drogi. Pisałam kiedyś o tym tutaj.

Nieraz targały mną emocje. Miałam ochotę zanurzyć się w tak porywające i przyjemne - a przecież też pochłaniające wiele czasu - zajęcia, jak: blogowanie, rozwijanie wizji przyszłego Ośrodka Rozwoju Osobistego, przygotowywanie  kreatywnych warsztatów. 

Teraz z perspektywy osiągniętego już celu, mam poczucia spełnienia. To był bardzo intensywny, rozwijający i integrujący mnie wewnętrznie czas. 

Balansując gdzieś pomiędzy nie odkładaniem siebie na później a cierpliwym odraczaniem ważnych, a mniej pilnych pomysłów, stałam się doktorem nauk humanistycznych w dziedzinie literaturoznawstwa

Wiem, że nie wyrzeknę się swoich intelektualnych ciągot. Humanistyczna aura na pewno stanie się w moim Ośrodku odczuwalna. Zresztą doktorat był nie tylko rozwijaniem naukowych pasji, ale przede wszystkim szkołą charakteru.

19 maja 2014

Dlaczego nie piszę?

 

Zamykam ważny rozdział mojego życia.

Brzmi patetycznie, ale potrzebuję się na tym skoncentrować.  Myślę, że wkrótce napiszę o tym więcej.

Tymczasem jednak... Skupię się jeszcze na chwilę na czymś innym niż blog i cała reszta przyszłego, nowego, szczęśliwego życia. 

Powoli wysączę filiżankę smacznej herbaty... Spokojnie zamknę i odłożę czytaną od wielu lat książkę... Będzie cudownie po tym wszystkim zanurzyć się w zieleń pejzażu, chłonąć świat w jego kolorach i dźwiękach... Patrzeć, móc i nie musieć...

17 kwietnia 2014

Życzenia

 

W tym roku z okazji Świąt Wielkanocnych życzę wszystkim:

czegoś dla ciała:

- kolorowych pisanek,
- pachnącej babki,
- smacznej święconki,
- głośnego odgłosu rezurekcyjnych dzwonów,
- mokrego Dyngusa i wysychania w ciepłych promieniach słońca...

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

 czegoś dla umysłu i serca:

- radosnych spotkań z najbliższymi,
- spokojnego czasu na refleksję,
- odżywającej się nadziei,
- odnawiającego się poczucia sensu,
- miłości doświadczanej na co dzień...


fot. Krzysztof Wieczerzak ©
fot. Krzysztof Wieczerzak ©

 czegoś dla duszy:

- błogosławieństwa Zmartwychwstałego Chrystusa,
- owocnego współpracowania z Łaską,
- wzmocnionej wiary w Życie rozpoczynające się po śmierci,
- otuchy płynącej z dzieła Zbawienia,
- spotkania z Bogiem, który jest Miłością i Miłosierdziem...

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

3 kwietnia 2014

Piękno dźwięku

 

Po ostatnim rozłupywaniu twardych orzechów w pracowni najwyższa pora na zasłużony odpoczynek.

Dla takiego wzrokowca jak ja odkrycie, że także dźwięki mogą układać się w przepiękne harmonie sycące ciało i duszę, jest na miarę dokonań Krzysztofa Kolumba ;) 

Gorąco polecam obejrzenie-posłuchanie tego spotu i powędrowanie jego śladem do muzyki Andrzeja Cudzicha.

 

9 marca 2014

31 stycznia 2014

Oddech weź...

 

Podzielę się czymś bardzo osobistym. 

Bo już tylko tak chciałabym pisać: z serca, o życiu, dzieląc się własnym doświadczeniem. Bo wiem, że to jest bezcenne.

Skończyłam pisać swoją pracę doktorską. Powoli dociera do mnie, że: naprawdę --- już nigdy --- nie będę --- pisać doktoratu.

To bardzo uwalniająca myśl. Dokonało się. Nie dodam już żadnej kropki ani przecinka. Nie tylko dlatego, że nie mam na to czasu, ale też dlatego, że już ani nie trzeba, ani nie chcę. Dokonało się.

Praca nad tym trwała pięć lat. Może i byłoby krócej, ale nie chciałam zrezygnować z moich domowych i matczynych zajęć. Około rok temu dotarło do mnie, dlaczego tak naprawdę zdecydowałam się na robienie doktoratu i że wcale nie chcę całe życie kroczyć naukową ścieżką w sensie pracy na uczelni itd. Wtedy zrozumiałam, że moją pasją i misją jest pomaganie ludziom w rozwoju osobistym, ale też miałam głębokie przekonanie, że nie mogę mojego doktoratu tak po prostu rzucić. Potrzebowałam to doprowadzić do końca. Między innymi dlatego, żeby pozostać wierną sobie-z-przeszłości, wierną wobec tej Moniki, która pięć lat temu podjęła takie właśnie wyzwanie, kierując się marzeniem na miarę tamtego czasu. Chciałam uszanować pracę, którą już wykonałam i swoje prawo do błądzenia, poszukiwania, rozwijania się na najróżniejsze sposoby... Bo jednocześnie wiem i czuję, że ta doktoratowa przygoda była dla mnie bardzo rozwijająca i dużo mi dał tamten czas.

Jesienią częstotliowść publikowania postów na moim blogu spadła. Nie miałam czasu i energii, by zabiegać o nowe grono odbiorców. Musiałam się na chwilę wyłączyć, żeby dokończyć pisanie pracy. Było w tym sporo napięcia i trudu. 

Trochę wyglądało to tak, jakbym musiała na chwilę zwolnić - bardzo zwolnić - na nowo obranej, dodającej skrzydeł ścieżce. Niełatwo było złożyć te rwące się do lotu skrzydła. Złożyć skrzydła, czyli skupić się jeszcze na moment na czymś innym. Bo o podcinaniu skrzydeł nie mogło już być mowy. Ale byłam spokojna o marzenia. Wiedziałam, że DoM istnieje i już nic mi go nie odbierze. Pewne sprawy będą się jedynie odbywać wolniej. Wiec było to jak poczekalnia...

Wyobrażałam sobie wtedy doktorat i bloga jak dwa ważne dla mnie drzewa. Żadnego nie chciałam wyciąć. To pierwsze było starsze, ale i większe, ocalone z trudem, ale miałam wiarę w to, że przyniesie owoce i wyobrażałam sobie, że choć będzie dziwnym gatunkiem drzewa w ogrodzie mego przyszłego życia, to jednak miło będzie czasem odpocząć w jego cieniu i mieć w sercu tę pewność, że ono żyje dzięki mnie - że wytrwałam do końca. A drugie drzewo - to młode, buchające nieświadomą jeszcze wielu spraw zielenią, oczarowujące i nęcące pełną zaangażowania przygodą - jakoś na tym nie ucierpiało bardzo. Teraz już jemu będą mogła poświęcić więcej skrawków mojego wolnego czasu. Piszę "skrawków", bo macierzyństwo jest teraz główną treścią mojego życia. Ale myślę, że akurat to dla mojego młodego drzewa nie najgorzej.

Tyle osobistych wyznań, a teraz zasłuchajcie się ze mną w słowa tej piosenki. Bardzo jej teraz potrzebuję. Poczuć ulgę.


fot. Krzysztof Wieczerzak ©

15 października 2013

Perły



Cóż... Strych to chyba nie jest najlepsze miejsce na przechowywanie pereł. Choć nie ulega wątpliwości, że to skarb, który mocno przemawia do mojego wnętrza i zasługuje na tak klimatyczne i kameralne miejsce...

Perła na muszli perłopława
zdjęcie ze strony Wikipedii

Garderoba? Owszem - jako element biżuterii. Czyste, lśniące i gładkie. Synonim elegancji, szyku i piękna... To powiązanie jest jednak zbyt powierzchowne, zbyt oczywiste...

W salonie... Koniecznie!!! Na jednym z obrazów Mistrza Vermeera. Spotęgowanie piękna... 

Vermeer, Ważąca perły

Kocham perły. Dlatego postanowiłam rozsypać je po różnych pomieszczeniach DoM-u. W każdym z nich może znaleźć się dla nich jakiś tajemniczy zakamarek

Najbardziej jednak bliskie są mi w poczekalni. Kiedy myślę o tym, jak powstaje perła, łatwiej znosić mi wszystkie codzienne udręki i bóle. Ten klejnot jest dla mnie znakiem wartości zdobytej dzięki cierpliwemu - pełnemu boleści nieraz - oczekiwaniu.

Perły są wytworem małży – perłopławów
zdjęcie ze strony Wikipedii


To Daniel Ange napisał niegdyś pięknie, że perła jest łzą zranionej muszli.

Gustaw Herling-Grudziński zaś ujął to tak:

Perła rośnie i dojrzewa latami w muszli wokół jądra wielkości ziarenka piasku, w tempie, które wolno nazwać czasem zatrzymanym.

I dalej w kontekście twórczości Mistrza z Delft:

Czas zatrzymany zaś (...) jest duchem malarstwa Vermeera. Chciałbym wierzyć, że Vermeer "rozsypał" w swoich obrazach tyle pereł, aby uzmysłowić - może tylko sobie? może także innym? - jak powstawały w oku i w wyobraźni artysty. Każdy jego obraz jest perłą.

28 sierpnia 2013

Odprężająca myśl

  

Brać życie, jakie jest... 
Ileż w tym wolności, akceptacji, przestrzeni!

 

Painting The Road - Artist Aldona Kałat
obraz Aldony Kałat pt. "Droga"


13 lipca 2013

Milczenie


Pomilczeć.
Też czasem można.
Razem.

W szczelinach czasu
pomiędzy jednym postem a drugim
myślę intensywnie o tych,
którzy to czytają.

Milczenie też może wyrażać obecność...

30 marca 2013

Na Święta

 

Z okazji Świąt Zmartwychwstania - obraz weneckiego malarza doby renesansu z pięknym wierszem Joanny Pollakówny. Niech jego ostatnie słowa zapadają głęboko w nasze serca.

Giovanni Bellini,  Pietá, 1455


Pietá Belliniego

Tak pięknie jeżą się blankami
rdzawe mury Vicenzy
przed pochodem gór
spiętrzonych jak błękitna piana.

Płomykiem wzbija się dziewanna
kielich powoju zadziwiony 
bluszcz czołga się do stóp Madonny.

A tu drewniana sztywność ciała
gdy w poprzek leży na kolanach
Tej co w męczarni Go wspierała.

W wielkim milczeniu po udręce
z promiennej rosy wstaje słońce.

Skwapliwie znów się z bólem brata
nieubłagane piękno świata.

21 marca 2013

Okno z widokiem na DoM-owy Ogród

 

Z okazji rozpoczynającej się wiosny otwieram w salonie okno z widokiem na  

fot. Krzysztof Wieczerzak


Wystarczy jedno kliknięcie powyższego linka, by ucieszyć oko urzekającymi widokami natury.

Za piękną fotografią przyrodniczą mojego męża będę zasiewać ziarenka inspirujących słów. Może w Was zakiełkują i przyczynią się do Waszego wzrostu, rozkwitu, dojrzewania i owocowania

Serdecznie zapraszamy do odwiedzania naszego fotobloga!   

17 lutego 2013

Cyrk motyli

Tym razem w salonie zapraszam do wspólnego obejrzenia krótkiego filmu.

Nie mogę napisać, że jest lekki i łatwy. Warto jednak przedrzeć się przez trudny początek, bo przesłanie jest bardzo bogate. Film o "pięknie, które może powstać z popiołów". Poza tym urzekł mnie muzyką i kilkoma detalami. Polecam.


A przy okazji - gorąco zapraszam Was do pisania komentarzy. Podzielcie się Waszymi wrażeniami z filmu. Zależy mi na tym, żeby w DoM-u słychać było Wasze głosy.   

28 stycznia 2013

15 stycznia 2013

Moje

Na początek w salonie cytat - słowa Krzysztofa Kieślowskiego, które kiedyś otworzyły przede mną szerokie, ożywcze i kojące przestrzenie:

"(...) właściwie jedyną rzeczą,
jaką mam naprawdę
i nie ma jej nikt inny,
jest moje własne życie
i mój punkt widzenia".

Współbrzmi mi to dzisiaj z ideą coachingu, którego z radością doświadczam ostatnio na sobie. Bardzo ważne jest to, czego ja chcę. Takie proste i takie odkrywcze...