20 czerwca 2014

 Latająca Szkoła Kobiet

 

Podglądam ją od dawna. Podczytuję artykuły na jej stronie i newslettera, który ostatnimi czasy przyjął postać Poczty Pantoflowej. Znajduję tam mnóstwo inspiracji. Zyskuję dobrą energię, która pozwala mi wierzyć, że moje marzenia się spełnią i:

* będę zarabiała na tym, co kocham, 
* będę realizować swoją unikalną misję życiową , 
* będę czerpać mnóstwo radości z rozwijania swoich talentów...

Taka wydaje się główna intencja Agaty Dutkowskiej - założycielki Latającej Szkoły, w ramach której prowadzi ona szkolenia i warsztaty pomagające rozwijać kobietom małe kreatywne biznesy.

Przyznam, że planowałam napisać o niej na moim blogu już dawno. Z poczuciem wdzięczności umieścić linka do jej strony na dobrze widocznej półce mojej spiżarni, gdzie nie tylko gromadzi się pożywne (prze)twory, ale i prezentuje ich piękno.

Muszę przytoczyć jej słowa, bo uważam, że świetnie oddają filozofię jej aktywności:
 
Marzę o tym, żeby każdy rozumiał, co mam na myśli, jak mówię „organiczny biznes”. Że nie mam na myśli koniecznie biznesu polegającego na sadzeniu groszku cukrowego, albo dystrybucji oleju kokosowego. Mam na myśli KAŻDY biznes, który zakorzeniony jest w głębszych wartościach i dążeniach jego twórcy, który rozwija się wraz z jego twórcą i pobudza go do rozwoju, który oparty jest o autentyczne zainteresowanie i organiczny ruch, który nie korzysta ze sztucznych nawozów i manipulacji, ale ma w sobie coś nieodpartego i jak kwiat, który pachnąc, przyciąga pszczoły, przyciąga właściwych klientów. Który wnosi coś dobrego do świata, karmi go i współistnieje w z nim w ramach ekosystemu.  Bez szarpania i walki, z elegancją właściwą roślinom i ptakom.

Agata nie tylko mówi/pisze o tym, jak tworzyć kreatywne, rozwojowe biznesy. Ona sama taki biznes prowadzi. Nie przekazuje wiedzy z księżyca (niech nie zmyli nikogo epitet "latająca"). Dzieli się raczej hojnie swoim bogatym doświadczeniem (czasem zastanawiam się czy jednak przypadkiem nie była na księżycu, bo to, co pisze i robi jest naprawdę porywające, świadczące o naprawdę  s z e r o k i c h  horyzontach). Działa z polotem!
  



19 czerwca 2014

U-ważność

 

Przeglądam archiwum swojego bloga i uświadamiam sobie, że tym, co łączy wszystkie wpisy zgromadzone w kuchni, sypialni, łazience i garderobie jest pielęgnowanie uważności.

Uważności, czyli u-ważniania prostych, czasami nawet prozaicznych: przedmiotów, zjawisk, czynności...

W tym procesie czynienia pewnych rzeczy ważnymi istotne miejsce zajmują właśnie zwracanie uwagi na potrzeby ciała.

I chyba to nie przypadek, że o istocie cielesności wspominam właśnie dziś - w święto Bożego Ciała, kiedy zwykły, a jednak uświęcony Kawałek Chleba, wędruje pośród ludzkich domostw ulicami miast i wsi.

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

Celebrowanie drobnych chwil istnienia, kiedy wehikuł naszego ciała niesie nas przez życie i umożliwia twórcze zmierzanie do różnych celów (także tych ostatecznych) wydaje mi się godne uwagi, wysiłku, troski. 

Dlatego wciąż na moim blogu będę starała się propagować tę ideę - miękko, ale celnie otulając moje spostrzeżenia na ten temat słowami wyrwanymi z milczenia.

17 czerwca 2014

Akatyst


Pomyślałam, że skoro już jestem doktorem nauk humanistycznych i skoro - jak ostatnio napisałam - nie chcę wyrzekać się swoich intelektualnych ciągot, to może uczynię mój salon trochę bardziej kulturalnym miejscem. Tak, jak to niegdyś było w salonach dystyngowanych dam :). 

Co jakiś czas zamierzam umieszczać więc tutaj jakiś kawałek poezji czy prozy, który chwyta za serce bądź daje do myślenia. Będą pojawiać się też reprodukcje obrazów, linki do wartościowych utworów muzycznych, impresje z obejrzanych filmów. Wszytko oczywiście stopniowo.

***

Dziś chciałabym podzielić się wrażeniem, jakie robi na mnie akatyst. Uwaga! Będzie kilka trudnych słówek, do których jako polonistka i miłośnik liter mam po prostu słabość.

Otóż akatyst to uroczysty hymn charakterystyczny dla liturgii bizantyjskiej. Nazwa pochodzi z języka greckiego: akathistos, a - nie, kathiden - siedzieć. Rzeczywiście ta piękna pieśń wykonywana jest na stojąco, w postawie wyrażającej szacunek dla Stwórcy. 

Akatyst składa się z mniejszych, przeplatających się części, zwanych kondaktionami i ikosami (kondaktionów jest zwykle 13, zaś ikosów - 12). Nazwa kondaktion (albo kondakion) oznacza zwój, drążek na który nawijano pergamin, zaś ikos - oznacza mieszkanie. Zbiór akatystów to akafistnik.

Choć najbardziej popularny jest Akatyst ku czci Bogurodzicy, ja swego czasu zachwyciłam się tym śpiewanym w Wigilię Pięćdziesiątnicy - ku czci Ducha Świętego. Po każdym wezwaniu zawartym w ikosie powtarza się refren: "Przyjdź i zamieszkaj w nas". 

Nie sposób zacytować tutaj tego hymnu w całości. Zresztą jego piękno objawia się chyba najpełniej, gdy ma się do czynienia z wersją śpiewaną. Mimo to przeczytajcie moje ulubione fragmenty. 

KONDAKTION II

Czy nie lepiej jednak, Duchu Święty, aby myśl moja trwała w całkowitym milczeniu, oddając Tobie w zachwycie cześć najgłębszą? Czyż nie lepiej zastąpić wszelkie o Tobie filozofowanie tą pieśnią, w którą w ciągu wieków weszło tyle westchnień, ile i radości, a więc pieśnią - Alleluja.

IKOS II

Jest jeden bezpieczny sposób wysławiania Ciebie: trzymać się mocno w tym, co o Tobie się mówi, tego, co Ty sam odkryłeś o sobie swoim wybranym i sam zawarłeś w świętych pismach. Dlatego też tak będę do Ciebie wołać:

Tchnienie Wszechmocnego, które unosiło się nad chaosem -
Który kształtujesz nasiona -
Przez kogo kwiat się rozchyla -
Dzięki któremu żyją rośliny -
Który sprawiasz, że trawa zielenieje -
Który karmisz zboża -
Dzięki któremu róża jest piękna, a lilia wspaniale odziana - 
Dzięki któremu konwalia zapach roztacza -
Przybądź Dawco dobra i zamieszkaj w nas.

(...)

KONDAKTION V

Niedługo czystym, jasnym i godnym Ciebie pozostało to mieszkanie, które w postaci człowieka zgotowałeś na ziemi dla siebie. Po trzech tysiącach lat, które dla Ciebie jako Boga są tym samym, co trzy dni, Pan musiał powiedzieć ludziom: "Duch mój nie może zamieszkać w ludziach, bo człowiek jest istotą cielesną", my jednak napełnieni przez Ciebie Duchem Chrystusowym, śmiało Cię wzywamy: Alleluja.

IKOS V

"Światło w ciemnościach świeci" - powiedziałeś o sławionym na równi z Tobą i współuwielbianym Chrystusie. Stałeś się dla ludzi tym, czym być miałeś w pierwotnym zamiarze Stwórcy:

Źródło rozumu i geniuszu twórców -
Który śpiewasz w pieśniach, którego głosi muzyka - 
Źródło zachwytu poetów i duszo rzeczy pięknych -
Który mówisz przez oratorów i prowadzisz pędzel malarza - 
Przybądź Dawco dobra i zamieszkaj w nas.

11 czerwca 2014

Zrobiłam doktorat!

 

Końcem maja obroniłam doktorat o twórczości eseistycznej Joanny Pollakówny, polskiej poetki i historyka sztuki. Czuję wielką radość, satysfakcję i ulgę.

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

Nie pisałabym o tym, gdyby nie znaczące oddziaływania - czasem nawet spięcia - jakie występowały pomiędzy tym doktoratowym kawałkiem mojego życia a prowadzonym blogiem. Były to napięcia twórcze, dynamizujące moją codzienną aktywność, ale i bolesne. Tym bardziej, że dodatkowo główną funkcją mojego życia jest macierzyństwo.

Kiedy zakładałam tego bloga wiedziałam już, że działalność naukowa nie jest moim ostatecznym pomysłem na życie. W pewnym momencie uświadomiłam sobie wyraźniej, co mną kierowało, gdy zdecydowałam się na studia doktoranckie. Dotarło też do mnie, czym tak naprawdę chciałabym się w życiu zająć.

Podjęłam decyzję, by jednak skończyć doktorat, bo chciałam pozostać wierną sobie. Żal mi było włożonego wysiłku i nie potrafiłam tak po prostu rzucić tego w połowie drogi. Pisałam kiedyś o tym tutaj.

Nieraz targały mną emocje. Miałam ochotę zanurzyć się w tak porywające i przyjemne - a przecież też pochłaniające wiele czasu - zajęcia, jak: blogowanie, rozwijanie wizji przyszłego Ośrodka Rozwoju Osobistego, przygotowywanie  kreatywnych warsztatów. 

Teraz z perspektywy osiągniętego już celu, mam poczucia spełnienia. To był bardzo intensywny, rozwijający i integrujący mnie wewnętrznie czas. 

Balansując gdzieś pomiędzy nie odkładaniem siebie na później a cierpliwym odraczaniem ważnych, a mniej pilnych pomysłów, stałam się doktorem nauk humanistycznych w dziedzinie literaturoznawstwa

Wiem, że nie wyrzeknę się swoich intelektualnych ciągot. Humanistyczna aura na pewno stanie się w moim Ośrodku odczuwalna. Zresztą doktorat był nie tylko rozwijaniem naukowych pasji, ale przede wszystkim szkołą charakteru.

19 maja 2014

Dlaczego nie piszę?

 

Zamykam ważny rozdział mojego życia.

Brzmi patetycznie, ale potrzebuję się na tym skoncentrować.  Myślę, że wkrótce napiszę o tym więcej.

Tymczasem jednak... Skupię się jeszcze na chwilę na czymś innym niż blog i cała reszta przyszłego, nowego, szczęśliwego życia. 

Powoli wysączę filiżankę smacznej herbaty... Spokojnie zamknę i odłożę czytaną od wielu lat książkę... Będzie cudownie po tym wszystkim zanurzyć się w zieleń pejzażu, chłonąć świat w jego kolorach i dźwiękach... Patrzeć, móc i nie musieć...

17 kwietnia 2014

Życzenia

 

W tym roku z okazji Świąt Wielkanocnych życzę wszystkim:

czegoś dla ciała:

- kolorowych pisanek,
- pachnącej babki,
- smacznej święconki,
- głośnego odgłosu rezurekcyjnych dzwonów,
- mokrego Dyngusa i wysychania w ciepłych promieniach słońca...

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

 czegoś dla umysłu i serca:

- radosnych spotkań z najbliższymi,
- spokojnego czasu na refleksję,
- odżywającej się nadziei,
- odnawiającego się poczucia sensu,
- miłości doświadczanej na co dzień...


fot. Krzysztof Wieczerzak ©
fot. Krzysztof Wieczerzak ©

 czegoś dla duszy:

- błogosławieństwa Zmartwychwstałego Chrystusa,
- owocnego współpracowania z Łaską,
- wzmocnionej wiary w Życie rozpoczynające się po śmierci,
- otuchy płynącej z dzieła Zbawienia,
- spotkania z Bogiem, który jest Miłością i Miłosierdziem...

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

16 kwietnia 2014

Rozwój

Jak współpracować z łaską?

(Monika i Marcin Gajdowie, Pro homine 2012)






Ta książka była dla mnie odkryciem zeszłego roku. Przeczytałam ją całą dwa razy i wciąż nie mam ochoty się z nią rozstawać. Mam wrażenie, że jej mądrość będzie mnie wspierać jeszcze bardzo długo. Zawarta w niej propozycja pracy nad sobą to projekt rozwoju wewnętrznego na lata. Dlatego na razie nie odłożę tej książki na żadną z półek biblioteki. Będę ją trzymać w sypialni lub salonie. Pod ręką. Tak, żeby móc do niej często zaglądać i przypominać sobie zawarte w niej treści, czytając tym razem wyrywkowe fragmenty.


Zintegrowany rozwój

Autorzy książki, Monika i Marcin Gajdowie, są małżeństwem od dwudziestu dwóch lat, mają czworo dzieci. Oboje pracują jako psychoterapeuci i prowadzą działalność rekolekcyjną. Wspólnie opracowali metodę terapii, którą określają mianem chrześcijańskiej terapii integralnej (ChTI). Wiodącym założeniem tego podejścia jest przekonanie, że w pełni skuteczna terapia uwzględnia duchowość człowieka i działanie łaski nadprzyrodzonej. Omawiana książka jest próbą przekazania podstaw tak rozumianej terapii, w której rozwój traktowany jest jako jeden proces obejmujący całego człowieka: jego ciało, psychikę oraz sferę duchową. We wstępie autorzy wyjaśniają słowami pełnymi zachęty:

Zostaliśmy stworzeni i nieustannie stajemy się. I mamy wpływ na to, kim się stajemy! Jeśli zechcecie wykorzystać tę książkę do osobistego stawania się, spełni ona swoje zadanie. Zapraszamy Was do wspólnej podróży w głąb człowieka... 


Paradoks współpracy

Zaletą książki - poza oryginalnością i trafnością prezentowanych treści - jest jej klarowna kompozycja i prosty język. Omawianie każdego zagadnienia wsparte jest licznymi przykładami z praktyki terapeutycznej obojga autorów. Historie te - zmodyfikowane oczywiście po to, by zapewnić pacjentom anonimowość - wyszczególnione zostały odrębną czcionką i akapitem. Cały wywód przeplatany jest dodatkowo ramkami zawierającymi najważniejsze tezy ChTI. W nich też wyjaśnione zostało znaczenie podstawowych terminów, którymi posługują się Gajdowie.

Do takich należy przede wszystkim para komplementarnych pojęć: "ja fałszywe" i "ja prawdziwe".

JA FAŁSZYWE to fałszywa tożsamość człowieka, uniemożliwiająca mu wchodzenie w owocną relację z sobą samym, bliźnimi i Bogiem. Tworzą ją mechanizmy obronne nabyte w dzieciństwie.

JA PRAWDZIWE  to prawdziwa tożsamość osoby, umożliwiająca miłość do samego siebie, bliźnich i Boga.

Gajdowie rozumieją świadomy rozwój człowieka jako proces stopniowego rozkruszania niekorzystnych mechanizmów obronnych i przechodzenie od życia opartego na JA FAŁSZYWYM do życia w swoim JA PRAWDZIWYM, które jest życiem w prawdzie, w pełnej wolności, w kontakcie z własną wartością i rzeczywistością. W procesie tym kluczowe znaczenie ma tytułowa łaska, czyli nadprzyrodzone udzielanie się Boga człowiekowi.

Okazuje się - piszą autorzy - że rozpad JA FAŁSZYWEGO otwiera nas na przyjęcie łaski. Gdy podróbka życia rozpadnie się, nic już nie stoi na drodze do przebóstwienia. Byśmy jednak mogli tego doświadczyć, JA FAŁSZYWE musi ulec całkowitemu unicestwieniu. Dopiero JA PRAWDZIWE stwarza przestrzeń dla łaski. 

I chociaż w innym miejscu czytamy, że łaska stoi u początku ludzkiego rozwoju (Nie prosilibyśmy o łaskę, gdyby ona wcześniej nie uzdolniła nas do tego), nie jest to chyba sprzeczność. Wbrew pozorom bowiem to nawet nie "rozwój", ani nie "łaska" jest kluczowym pojęciem tej książki, a - zawarte również w podtytule - "współpracowanie" z łaską.

Monika i Marcin pokazują pewien paradoks dotyczący ludzkiego życia. Z jednej strony człowiek sam z siebie nic nie potrafi uczynić - do wszystkiego uzdalnia go Bóg. Z drugiej - nie można całe życie stać z założonymi rękami i czekać aż coś w życiu wewnętrznym i zewnętrznym zmieni się bez włożenia pewnego wysiłku.

Kolejne rozdziały omawianej książki to konkretna propozycja sposobów współpracy z łaską, czyli rozwijania siebie, które obejmuje:

- wgląd, a więc poznawanie siebie,
- pracę z własnymi myślami,
- bierne i aktywne rozbijanie struktury JA FAŁSZYWEGO,
- praktykowanie miłości siebie oraz innych ludzi,
- życie wewnętrzne, a więc modlitwę.


Odkrycia

Dla mnie lektura tej pozycji była ważna nie tylko ze względu na jasno zarysowany projekt rozwoju uwzględniającego cielesność, emocjonalność oraz duchowość. Książka odkryła przede mną wiele prawd, których nie uświadamiałam sobie wcześniej albo tylko mgliście je przeczuwałam. Gajdowie wyrazili je w sposób bardzo prosty i przekonujący. To właśnie tymi odkryciami chciałabym się tutaj podzielić, bo wydają mi się bardzo cenne.

Celem rozwoju jest miłość. Nie podnoszenie swoich zdolności komunikacyjnych. Nie doskonalenie się w asertywności i umiejętności stawiania granic czy konstruktywnego wyrażania emocji. Nawet nie opanowywanie swoich zachowań kompulsywnych. Jeśli tym wszystkim osiągnięciom nie będzie towarzyszyła miłość, nie przyczynią się one do rozwoju. W pracy nad sobą nie chodzi o naszą perfekcję, lecz o miłość. Podejmujemy ją, aby lepiej i bardziej miłować, a nie po to, aby wyeliminować nasze niedoskonałości.

Bóg przychodzi do mnie przeze mnie. Jeśli nie pokochamy siebie, nie będziemy mogli kochać Boga i bliźnich. Dopóki nie przyjmiesz samego siebie, odrzucasz także Mesjasza. Wszystkie drogi prowadzą do wewnątrz! Początkiem życia wewnętrznego jest relacja z JA PRAWDZIWYM w nas, kontakt i więź z samym sobą.

Miłość samego siebie oznacza pełne czułości i troski pochylenie się nad dzieckiem w nas, a więc tym, co w nas słabe, kruche i bezradne. Tylko my sami możemy we właściwy sposób zaopiekować się sobą. To zadziwiające, jak wielu potrafi precyzyjnie wymienić krzywdy, jakich doznali w dzieciństwie, nie zauważając, że obecnie sami stają w szeregu oprawców wobec dziecka, które w sobie noszą.

Poczucie własnej wartości nie może być niskie albo wysokie. To coś "zero-jedynkowego" - albo ma się kontakt z własną wartością (JA PRAWDZIWE), albo się go nie ma wcale (JA FAŁSZYWE).

Człowiek nie powinien się utożsamiać ze swoimi emocjami. Trzeba zrozumieć, że "JA" nie jest uczuciem. "JA" może poczuć "to" lub "tamto", ale to, co czuje, nie definiuje go. "Człowiek może czuć różne rzeczy, ale to się nie liczy, chodzi o postawę woli" - powie Karol Wojtyła (...). W procesie rozwoju mamy do czynienia ze stopniowym oddzielaniem się "JA" od uczuć. To "oddzielenie" nie polega na tłumieniu uczuć, ale na specyficznej postawie wewnętrznej, która pozwala zaobserwować uczucie i zaobserwować, co ono mówi na temat mojego wnętrza (a nie tego, co się dzieje na zewnątrz mnie).

Emocjonalność komunikuje nas nie tylko ze światem zewnętrznym, ale przede wszystkim z naszym wnętrzem. Gajdowie posługują się obrazową metaforą echosondy, tłumacząc działanie ludzkiej psychiki. Człowiek ma zranione serce, gdzieś głęboko nosi w sobie pęknięcie grożące katastrofą. Nie można tego odkryć inaczej, niż odczytując fale, które wysyła to pęknięcie, rezonując z okolicznościami zewnętrznymi. Te fale to właśnie uczucia. Dzięki nim dostajemy informacje z wnętrza, niedostępne w inny sposób. Uczucia nie mówią nam o tym, co mamy robić, ale informują o tym, co się w nas dzieje (a nie w święcie zewnętrznym, jak to często jest mylone - niektórzy przeżywając gniew, są przekonani, że to inni się na nich gniewają).

Uczuć nie powinnoś się próbować modyfikować, natomiast warto pracować z naszymi myślami. Trzeba koniecznie wybrać, co chcemy myśleć, a nie zgadzać się na to, by nam się "samo" myślało. JA FAŁSZYWE podsuwa nam bowiem bardzo często wiele negatywnych i szkodliwy myśli na temat siebie, otaczającej rzeczywistości i innych ludzi. 

Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy "myśleniem pozytywnym" a myśleniem prawdziwym. Nie chodzi o to, żeby pracując z myślami, powtarzać sobie w kółko wiele pozytywnych stwierdzeń typu: "Jestem silny", "Uda mi się", "Osiągnę sukces" itp. Na dłuższą metę taka autoafirmacja może być nawet szkodliwa. Ważne, by nasze myślenie było oparte na prawdzie. Zamiast stwierdzenia "Poradzę sobie", lepiej myśleć na przykład tak: "Chcę sobie poradzić i zrobię wszystko, żeby mi się powiodło! Mam nadzieję, że mi się uda, ale jeśli sobie nie poradzę, to nie będzie koniec świata. Moja wartość od tego nie zależy. Jeśli będzie można, spróbuje jeszcze raz".

Alternatywą dla niezdrowego perfekcjonizmu jest miłosierdzie. Perfekcjonizm karmi się brakiem akceptacji samego siebie i lękiem, miłosierdzie wynika z miłości i zaufania. Perfekcjonizm niesie napięcie, rywalizację i przemoc. Miłosierdzie rodzi łagodność, współpracę i pokój. Perfekcjonizm sprowadza rozłam i rozczarowanie. Miłosierdzie niesie komunię i zrozumienie.

Duchowość przekracza religijność. Życie nadprzyrodzone, wewnętrzne doświadczenie Boga przerasta wszelkie formy kultu zewnętrznego objawiającego się w religijnych rytuałach. Bóg przekracza wszystkie ludzkie tradycje religijne, nie dając się zamknąć do jednego wyznania. Bóg nie jest życiem ani muzułmaninem, nie jest także katolikiem, w co niektórym jest dość trudno uwierzyć.
 

11 kwietnia 2014

Szum

 

Mokrość wody - jako oczywistość.
Jej odprężające ciepło.
Wilgoć powietrza, które daje o sobie znać mgłą osiadającą na lustrze.
Kojący zapach olejków łagodzących napięcie.
Miękkość i ulotność piany, która otula zmęczone ciało.

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

Nade wszystko zaś - szumy i pluski, które czynią na kilka minut moją łazienkę niepodległym królestwem. Mogę w nim odpocząć, odciąć się od domowej wrzawy. Obwarowana intensywnym szmerem wracam powoli do siebie, pielęgnując po kolei wszystkie zmysły.  

9 kwietnia 2014

Listy

 

Dlaczego w pewnym momencie swojego życia zrezygnowałam z pisania listów i pięknych kartek? Stwierdziłam, że nie mam na to czasu. Uznałam, że mogę troszczyć się o relację z mieszkającymi daleko znajomymi w inny sposób. Doszłam do wniosku, że tyle z tymi listami zachodu - trzeba iść na pocztę, kupić kopertę i znaczek, a przecież niby to samo można przekazać za pomocą paru kliknięć w klawiaturę telefonu czy komputera.

zdjęcie ze strony www.lawendowaaleja.blogspot.com
Dlaczego zdecydowałam się jednak wrócić do pisania listów i znieść ze strychu cały mój epistolarny przybornik? 

Piękny papier listowy, kolorowe papeterie, koperty przeróżnego kształtu... Pudełko pełne urokliwych pocztówek i okazjonalnych kartek... Notesik skrywający nazwy ulic, na których mieszczą się domy moich adresatów... Zestaw do kaligrafii... Skrzyneczka na otrzymaną korespondencję... Nożyk do rozcinania papieru... 

Odręczne pisanie listów dodaje mojemu życiu smaku. Ma to niepowtarzalny urok. Ożywia wymianę myśli i uczuć z tymi, którzy są mi bliscy. Wzbogaca ich i moje życie o piękne, unikalne artefakty. Długi list czy kilka słów na pocztówce to sposób obdarowania drugiego człowieka częścią siebie. Namacalne (bo przecież rzeczywiście cielesne) ofiarowanie mu wycinka swojego czasu, bliskości i obecności, która wyraża się charakterem pisma. To, co innego, czytać druk z ekranu komputera, a co innego, obcować z kształtem liter zapisanych ręką przyjaciela na papierze, który został wybrany specjalnie z myślą o mnie. Zresztą, kiedy piszę list, inaczej układają się słowa, uspokajają się moje myśli, rytmiczniej bije moje serce, odnajduję jakąś ważną, zagubioną w codziennej bieganinie, część siebie. Każdy list - napisany czy otrzymany - to dla mnie święto. Materialność listu kontaktuje mnie z czymś, co przekracza porządek doczesny.

***

Mój ukochany strych - przestrzeń wspomnień i marzeń zarazem.

3 kwietnia 2014

Piękno dźwięku

 

Po ostatnim rozłupywaniu twardych orzechów w pracowni najwyższa pora na zasłużony odpoczynek.

Dla takiego wzrokowca jak ja odkrycie, że także dźwięki mogą układać się w przepiękne harmonie sycące ciało i duszę, jest na miarę dokonań Krzysztofa Kolumba ;) 

Gorąco polecam obejrzenie-posłuchanie tego spotu i powędrowanie jego śladem do muzyki Andrzeja Cudzicha.