1 grudnia 2013

Dobra relacja

 

Ponieważ ostatnio w internecie więcej biorę, niż daję, to pomyślałam, że przynajmniej wstawię do spiżarni półkę z blogami. Dobrymi jak miód.



Ten odkryłam całkiem niedawno. Jego autorka, Małgorzata Musiał, jest mamą trójki dzieci i pedagogiem. Prowadzi warsztaty dla rodziców. Jest propagatorką idei Rodzicielstwa Bliskości.

Podziwiam w jej blogu prostotę języka, jakim mówi o swoim codziennym doświadczeniu bycia rodzicem. Każdy wpis Małgosi ma postać profesjonalnie napisanego felietonu. Choć nie znam jej osobiście, tak właśnie po przeczytaniu kilku jej postów chcę ją nazywać. Małgosia. Wyobrażam sobie, że jest bardzo ciepłą i serdeczną osobą. Wiele jej spostrzeżeń pomaga mi na co dzień żyć i opiekować się moimi dziećmi. Dodatkowo lubię estetyczny minimalizm jej bloga, który nawet od strony wizualnej działa na mnie kojąco i uspokajająco. Polecam!  

30 listopada 2013

Budowlany zastój

 

Już niedługo rok upłynie od czasu, gdy ten blog istnieje w sieci, a tu częstotliwość pojawiania się nowych wpisów spadła, próby docierania do nowych czytelników żadne, w związku z czym mała liczba odwiedzających jak narazie...

Piszę to z lekkim uśmiechem na twarzy. Ze spokojem. I odrobiną smutku także.

No, ale tak to już w życiu bywa.

To nieprawda, że można mieć w życiu wszystko i od razu.

Uczę się tego od dawna.

Intensywne macierzyństwo, przeprowadzka, dopinanie pracy naukowej na ostatni guzik sprawiły, że bywam tu rzadziej. Co nie znaczy - mniej chętnie.

Ot, budowlany zastój... I do tego jeszcze DoM-owy Ogród od wiosny leży odłogiem... Choć odłogi też bywają ładne ;)

Ale jednak ten blog jest. Istnieje. Powoli rozwija się. 

Jest jak młode drzewo w cieniu starych...

Wszystko, co robię teraz w związku z marzeniem o Ośrodku Rozwoju Osobistego jest jak trwanie ziarna pod ziemią. W ukryciu. Niby nie widać nic. A jednak ono tam jest. Wykiełkuje, wyrośnie, zakwitnie i zaowocuje. Co do tego nie mam wątpliwości!

Piszę to z uśmiechem na twarzy!

10 listopada 2013

Klarowanie wina

 

Wino jest tym, co w naszym życiu dobre, ważne, wartościowe - co dodaje temu życiu smaku. Ja tak patrzę na wszystko, co związane z wewnętrznym rozwojem.


zdjęcie pochodzi ze strony www.dobra-rada.pl


Żeby powstało wino - potrzeba owoców, a żeby były owoce - potrzeba drzew albo krzaczków. Idąc tym tropem i próbując dotrzeć do źródła, uświadomimy sobie, że proces powstawania wina jest bardzo długi i skomplikowany. Można włączyć w niego: sadzenie drzewa, pozwalanie na to, by zadziałały na nie czynniki tak niezależne od nas, jak słońce i woda, wreszcie - przycinanie gałązek

Bolesne, ale konieczne...

Jednak na tym nie koniec. Wino musi się wyklarować.

Klarowanie wina nie jest bynajmniej zabiegiem czysto kosmetycznym, służącym wyłącznie poprawie jego aparycji. Pozbycie się zawiesin i osadów ma bowiem także inny, z winiarskiego punktu widzenia bardziej nawet istotny cel – stabilizację fizykochemiczną i mikrobiologiczną, tak aby po rozlaniu wina do butelek nie zdarzyły się w nim już żadne przykre niespodzianki.

Rozwijając swoje wnętrze też musimy przejść ten sam proces. Jeśli już dopracujemy się w pocie czoła, jakiejś wizji czegoś, gdy już odkryjemy, co jest naszym dobrem, potrzeba jeszcze czasu, by doszło do ostatecznego wyklarowania, tzn. oczyszczenia, rozjaśnienia, przejrzystości...

W tradycyjnej technologii winiarskiej wino po drugim przelaniu pozostawia się w spokoju, żeby samoczynnie wytrąciła się kolejna porcja osadu i po jakimś czasie – zwykle po paru miesiącach – przelewa się je po raz trzeci. Podczas dalszego dojrzewania w zbiorniku lub w beczce wino co kilka miesięcy przechodzi taki zabieg, aż przestanie wytrącać osad i uzyska całkowitą stabilność

To, co czasem nowe, zapierające dech w piersiach, napawające dumą i entuzjazmem, musi zwyczajnie potrwać w czasie, byśmy mogli przyjąć to jako pewną nową normę bycia...

Taki naturalny proces klarowania i stabilizacji wina przez kilkukrotną sedymentację i kolejne zlewanie znad osadu jest wciąż stosowany przez niektórych winiarzy-tradycjonalistów. Uzyskanie tym sposobem całkowicie stabilnego wina wymaga jednak co najmniej roku pracy, a może trwać nawet kilka lat. W środkowej Europie, zanim powszechniej zaczęto stosować filtrację zwyczaj nakazywał zlewać wino znad osadu trzy razy w pierwszym roku po fermentacji, dwa razy w drugim i raz w trzecim – i dopiero potem można je było rozlać do butelek.

(cytaty dotyczące klarowania wina zaczerpnęłam z artykułu Wojciecha Bosaka, www.winologia.pl)


20 października 2013

Kim chciałbyś zostać?

 

To pytanie zadaje się najczęściej dzieciom w wieku przedszkolnym, pozwalając im puścić wodze fantazji i dać się ponieść marzeniom o przyszłej ukochanej pracy.

Później - w wieku szkolnym, zwłaszcza zaś nastoletnim - zapytanie to nabiera nowych odcieni: powagi i troski. Jaką drogę zawodową zamierzasz wybrać? Czy nadajesz się do takiej pracy? Czy masz  wystarczająco dużo wiedzy i umiejętności, by zacząć uczyć się wybranego fachu? Czy zajęcie to będzie dla Ciebie opłacalne i przyniesie przyzwoity dochód? Gdzieś w tym wszystkim pomija się często kwestię marzeń, pasji, talentu i predyspozycji.

W wieku dorosłym, gdy zawsze już kimś się jest, często brakuje nam czasu i motywacji, aby zadawać sobie takie pytanie. Tyle wysiłku poświęciliśmy na zdobycie odpowiedniego wykształcenia oraz znalezienie tzw. pracy w zawodzie, że boimy się chyba stanąć w pewien sposób w punkcie wyjścia. To pytanie naraża nas bowiem na skonfrontowanie naszych wyobrażeń o wybranym zawodzie z rzeczywistością, a to często bywa trudne. Wolimy więc odpowiadać na pytanie o faktyczny stan: "Kim jestem?", a nie o możliwość ewentualnej zmiany.

Tymczasem, to widniejące w tytule posta pytanie zdaje się być nader inspirujące, uwalniające, pozwalające na nowo skontaktować się z własnym sercem i ocenić, w jakim miejscu jesteśmy i do jakiego chcielibyśmy zmierzać. Daje możlwość wzięcia udziału w przygodzie aktywnego określania swojej tożsamości, dzięki czemu życie ma szansę stać się naprawdę ciekawe.

A zatem:
Kim Ty chciałbyś zostać w przyszłości?

18 października 2013

Przyjąć nieidealne


W zaniedbanej i zakurzonej nieco blibliotece proponuję przycupnąć dzisiaj w przytulnym kąciku zwanym czytelnią.

A tutaj krótka "notatka prasowa", która mocno przemówiła w ostatnich miesiącach do mojego serca. Fragment pochodzi z artykułu zatytułowanego "Wiara, czyli życie bez pogańskiej obawy", który napisał ojciec Paweł Porwit OCD ("Głos Karmelu" 2013/4).

(...) potrzeba wielkiej odwagi, aby przyjąć to, co nieidealne. Wedle naszych wyobrażeń spełnienie obietnicy wiąże się z czymś idealnym i atrakcyjnym. Przyjęcie więc tego, co tak mało atrakcyjne w naszym życiu, wymaga odwagi i twórczości. Jak rozpoznać w nieciekawych i niepozornych szczegółach prawdziwą obietnicę? Ile potrzeba  wiary, aby żyć obietnicą, nawet wtedy, gdy bardziej oczywiste wydaje się jej niespełnienie? (...)

Chodzi o to, aby być gotowym do przyjęcia wydarzeń, które zaprzeczają osobistej wizji szczęścia bez przekonania, że jest to zło konieczne. Wierzący to ten, kto potrafi przyjąć niepożądane fakty w sposob hojny, serdeczny i wspamiałomyślny, nie dając im odczuć, że są niechcianym gościem. Nie chodzi o zwyczajną akceptację tego, co i tak jest nieuniknione. Chodzi o to, żeby wyjść temu naprzeciw, przyjąc postawę czynną i odpowiedzialną również wobec zła, które mnie spotyka i które mogłoby mnie zniszczyć. Wierzący jest odważny nie tylko poprzez gotowość do życia obietnicą. Jest także inteligentny w jej rozwiązywaniu i w ropoznawaniu drogi jej realizacji. Jako, że obietnica jest zawsze niewyczerpana i ciągle odsłania się na nowo, życie człowieka wierzącego stawia go w całkowitej i nieustannej zależności. Odpowiedzią na obietnicę może być jedynie wiara przeżywana jako aktywne oczekiwanie, czyli uczenie się rzeczywistości. Wiara, o której możemy powiedzieć, że jest potrzebowaniem i pragnieniem. Jest nieustanną zgodą na zależność i na bycie zaskakiwanym. Dlatego też życie człowieka wierzącego jest ciekawsze. (...)

Wiara oznacza przyjmowanie również tego, czego się boję i co odrzucam. Wiara to przyjmowanie życia bez pogańskiej obawy, że coś utracę. (...)

Wiara jest odwagą przyjmowania tego, co nieidalne. Ziemia obiecana nie jest tym, co idealne, ale tym, czego najbardziej potrzebujesz. Ziemia obiecana jest prawdą, która mówi: Bóg jest wierny. (...)
 

15 października 2013

Perły



Cóż... Strych to chyba nie jest najlepsze miejsce na przechowywanie pereł. Choć nie ulega wątpliwości, że to skarb, który mocno przemawia do mojego wnętrza i zasługuje na tak klimatyczne i kameralne miejsce...

Perła na muszli perłopława
zdjęcie ze strony Wikipedii

Garderoba? Owszem - jako element biżuterii. Czyste, lśniące i gładkie. Synonim elegancji, szyku i piękna... To powiązanie jest jednak zbyt powierzchowne, zbyt oczywiste...

W salonie... Koniecznie!!! Na jednym z obrazów Mistrza Vermeera. Spotęgowanie piękna... 

Vermeer, Ważąca perły

Kocham perły. Dlatego postanowiłam rozsypać je po różnych pomieszczeniach DoM-u. W każdym z nich może znaleźć się dla nich jakiś tajemniczy zakamarek

Najbardziej jednak bliskie są mi w poczekalni. Kiedy myślę o tym, jak powstaje perła, łatwiej znosić mi wszystkie codzienne udręki i bóle. Ten klejnot jest dla mnie znakiem wartości zdobytej dzięki cierpliwemu - pełnemu boleści nieraz - oczekiwaniu.

Perły są wytworem małży – perłopławów
zdjęcie ze strony Wikipedii


To Daniel Ange napisał niegdyś pięknie, że perła jest łzą zranionej muszli.

Gustaw Herling-Grudziński zaś ujął to tak:

Perła rośnie i dojrzewa latami w muszli wokół jądra wielkości ziarenka piasku, w tempie, które wolno nazwać czasem zatrzymanym.

I dalej w kontekście twórczości Mistrza z Delft:

Czas zatrzymany zaś (...) jest duchem malarstwa Vermeera. Chciałbym wierzyć, że Vermeer "rozsypał" w swoich obrazach tyle pereł, aby uzmysłowić - może tylko sobie? może także innym? - jak powstawały w oku i w wyobraźni artysty. Każdy jego obraz jest perłą.

22 września 2013

Dzieci są ważne

 

W mojej spiżarni na półce o nazwie Rodzicielstwo Bliskości umieszczam linka do bardzo mądrej strony na temat opieki i wychowywania dzieci.


Za najlepszy opis owego portalu niech posłużą słowa zaczerpnięte z niego samego.

To pierwszy polski serwis internetowy poświęcony w całości idei naturalnej opieki i pielęgnacji dziecka. Kluczowe dla jego autorów słowa to:  

DZIECKO – MIŁOŚĆ – NATURA. 

Dziecko, ponieważ ono jest dla nich najważniejsze i zrobią wszystko, aby było szczęśliwe i zdrowe. 

Miłość, ponieważ ona jest decydująca, szczególnie w relacji z dzieckiem. 

Natura, ponieważ dzięki niej wiemy więcej i więcej możemy dać naszym dzieciom.

Wiele z opublikowanej treści ma charakter kontrowersyjny. Idee autorów portalu nie są po myśli koncernów, urzędów, a także – niestety – większości lekarzy. Mimo wszystko, radykalnie stają oni po stronie dobra dziecka, czasem kosztem dobra instytucji.

2 września 2013

Intymność

 

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

Są w życiu sprawy, które powinny odbywać się za zamkniętymi drzwiami

Ściągnięcie zasłony, uchylenie rąbka tajemnicy zarezerwowane tylko dla najbliższych.

A przede wszystkim strefa dostępna tylko dla mnie

Warto wiedzieć, co się w niej mieści. Pielęgnować ją i strzec jak źrenicy oka.

I niech tak zostanie.
Niech nie wszytko zostanie dopowiedziane.

28 sierpnia 2013

Odprężająca myśl

  

Brać życie, jakie jest... 
Ileż w tym wolności, akceptacji, przestrzeni!

 

Painting The Road - Artist Aldona Kałat
obraz Aldony Kałat pt. "Droga"


27 sierpnia 2013

Czuć się

 

Zastanawia mnie ostatnio fenomen prostego i bardzo ważnego pytania: 

"Jak się czujesz?"

Czyż to nie wspaniałe, że poza tym, iż możemy coś 
* myśleć, 
* wyobrażać sobie, 
* doświadczać czegoś w działaniu, 
* poznawać zmysłowo, 
możemy także czuć!

I nie chodzi tylko o to, że czuje się coś w związku z czymś, ale że czuje się siebie.

To niezwykły komfort i przywilej, mieć w swoim otoczeniu kogoś, kto często i z zaintersowaniem zadaje nam to pytanie: "Jak się czujesz?"

Warto też zadawać je sobie samemu. Po to, by z sobą samym mieć głęboki kontakt.

Pytanie, jakie proponuję zadać sobie dzisiaj, bedzie tylko jedno:
Czy w ogóle czujesz się?