22 stycznia 2014

Rozwój

    

W jednym nagraniu z Adamem Dębowskiem, współzałożycielem Instytutu Liderów Zmian, psychologiem biznesu i trenerem coachów, usłyszałam o różnicy pomiędzy rozwijaniem się a ROZWIJANIEM SIEBIE

Spodobało mi się także to, co powiedział o potrzebie rozwijania się dla innych, z innymi i poprzez innych... 

Polecam obejrzenie tego krótkiego filmiku.


A dla Ciebie? Co było ciekawego w tej wypowiedzi?

15 stycznia 2014

SMART

 

Dla ludzi, którzy zasmakowali już nieco w rozwoju osobistym i świadomym przeżywaniu własnego życia, nie będzie to zapewne żadna nowość.

A jednak mam przekonanie, że utrwalania pewnych treści, nawyków itp. nigdy za wiele. Poza tym czymś innym jest wiedzieć, czymś innym - zastosować w praktyce. 

Może więc w związku z Nowym Rokiem i wzmożonym czasem planowania warto przypomnieć sobie, czym powinien charakteryzować się dobrze sformułowany CEL, aby zwiększyć szansę jego realizacji.

fot. Krzysztof Wieczerzak ©

Mówi o tym akronim SMART, według którego CEL powinien być:

S - Simple (prosty, tzn. bardzo konkretny i szczegółowo określony)

M - Measurable (mierzalny - tak aby można było liczbowo określić stopień jego realizacji)

A - Achievable (osiągalny, czyli realistyczny, nieprzekraczający naszych możliwości osiągnięcia go)

R - Relevant (istotny, a więc związany z jakąś ważną wartością dla osoby, która go sobie wyznacza)

T -  Timely defined (określony w czasie, aby data jego realizacji mobilizowała)

***

Przykład:

(S) przygotuję warsztat rozwojowy na temat odkrywania swojego wewnętrznego bogactwa

(M) w postaci konspektu zawierającego 6 konkretnych ćwiczeń

(A) będzie on dotyczył tego, co już w pewnym stopniu przygotowałam (Pudełko z Mocnymi Stronami) dzięki czemu łatwiej mi będzie pogodzić jego przygotowanie z moimi obecnymi obowiązkami domowymi i naukowymi

(R) potrzebuję to zrobić, dlatego że mam głębokie przekonanie, iż chciałabym w życiu robić to, co lubię i że to może być pomocne dla innych

(T) zrobię do do końca marca

14 stycznia 2014

Czuwać nad snem

 

Taki paradoks.  

Gdy sen małego dziecka czasami taki jeszcze niepewny, niespokojny, płytki, przerywany, napęczniały snami...

Czuwać nad tym kruchym spaniem...


[powyższy - niepozorny niby - tekst napisałam wiele miesięcy temu; tworzenie tego wpisu przerwał "maleńki płacz" rozlegający się z sypialni; i tak przeczekał ten urwany post w wersji roboczej; jest on najlepszym dowodem na to, że w ostatnich miesiącach wieczory, zamiast na pisaniu bloga, upływają mi na czuwaniu nad snem kogoś, kto jest bardzo mały i bardzo tego potrzebuje]  

13 stycznia 2014

Serce Kobiety

 



Najpierw w ręce wpadł mi zaprojektowany przez nią kalendarz na rok 2014. Dostałam go w prezencie i potraktowałam jako szczególny znak dbałości o mnie ze strony mojej przyjaciółki.

Kalendarz Kobiety - 2014

Kalendarz urzeka zdjęciami kobiet na okładce i w środku (wszystkie wykonane przez Emilię Jaworską). Poza tym ma wszystko, czego mi potrzeba - tzn. miejsce na notatki oraz sigla czytań na każdy dzień. Zawiera też znacznie więcej niż byłam w stanie oczekiwać, a co jest jego ogromną zaletą. Otóż autorka, Katarzyna Marcinkowska, zamieściła w nim teksty swojego autorstwa dotyczące idei nowego feminizmu oraz porozsiewała na różnych stronach wiele pytań pobudzających do refleksji nad przeżywaniem kobiecości. Dzięki miejscom pozostawionym na wpisanie odpowiedzi kalendarz może stać się bardzo osobistym notatnikiem i przestrzenią twórczego namysłu - zgodnie z ideą przyświecającą jego pomysłodawczyni.

Choć jego wygląd został już przez nas określony - pisze w słowach powitania Kasia - Ty możesz nadać mu swój niepowtarzalny charakter. Mam nadzieję, że będzie on godnym towarzyszem na cały 2014 rok.

Przez kalendarz trafiłam na stronę projektu: 


Można tam odnaleźć wiele ciekawych wpisów na blogu Kasi, która jest osobą pasjonującą się tematem kobiecości przeżywanej w duchu wiary. Jako filozof z wykształcenia oraz jako żona i mama prowadzi ona warsztaty i konferencje dla kobiet oraz kursy przedmałżeńskie. To, co napisała o sobie, sprawia, że mam ochotę częściej zaglądać na jej stronę.


Fascynuje mnie połączenie ducha z ciałem oraz możliwość zrozumienia drugiego człowieka. Urzeka mnie tajemnica kobiecego ciała i macierzyństwa (zarówno fizycznego i duchowego). Fascynuje mnie także męskość. Ukształtowały mnie teatr Jerzego Grzegorzewskiego (który miałam szczęście jeszcze oglądać) oraz poezja Poświatowskiej i Brandsteattera. Wierzę w miłość na całe życie, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Zobaczymy, co wyniknie z tego kalendarzowego towarzystwa w tym roku! Myślę, że wiele dobrego.

1 grudnia 2013

Dobra relacja

 

Ponieważ ostatnio w internecie więcej biorę, niż daję, to pomyślałam, że przynajmniej wstawię do spiżarni półkę z blogami. Dobrymi jak miód.



Ten odkryłam całkiem niedawno. Jego autorka, Małgorzata Musiał, jest mamą trójki dzieci i pedagogiem. Prowadzi warsztaty dla rodziców. Jest propagatorką idei Rodzicielstwa Bliskości.

Podziwiam w jej blogu prostotę języka, jakim mówi o swoim codziennym doświadczeniu bycia rodzicem. Każdy wpis Małgosi ma postać profesjonalnie napisanego felietonu. Choć nie znam jej osobiście, tak właśnie po przeczytaniu kilku jej postów chcę ją nazywać. Małgosia. Wyobrażam sobie, że jest bardzo ciepłą i serdeczną osobą. Wiele jej spostrzeżeń pomaga mi na co dzień żyć i opiekować się moimi dziećmi. Dodatkowo lubię estetyczny minimalizm jej bloga, który nawet od strony wizualnej działa na mnie kojąco i uspokajająco. Polecam!  

30 listopada 2013

Budowlany zastój

 

Już niedługo rok upłynie od czasu, gdy ten blog istnieje w sieci, a tu częstotliwość pojawiania się nowych wpisów spadła, próby docierania do nowych czytelników żadne, w związku z czym mała liczba odwiedzających jak narazie...

Piszę to z lekkim uśmiechem na twarzy. Ze spokojem. I odrobiną smutku także.

No, ale tak to już w życiu bywa.

To nieprawda, że można mieć w życiu wszystko i od razu.

Uczę się tego od dawna.

Intensywne macierzyństwo, przeprowadzka, dopinanie pracy naukowej na ostatni guzik sprawiły, że bywam tu rzadziej. Co nie znaczy - mniej chętnie.

Ot, budowlany zastój... I do tego jeszcze DoM-owy Ogród od wiosny leży odłogiem... Choć odłogi też bywają ładne ;)

Ale jednak ten blog jest. Istnieje. Powoli rozwija się. 

Jest jak młode drzewo w cieniu starych...

Wszystko, co robię teraz w związku z marzeniem o Ośrodku Rozwoju Osobistego jest jak trwanie ziarna pod ziemią. W ukryciu. Niby nie widać nic. A jednak ono tam jest. Wykiełkuje, wyrośnie, zakwitnie i zaowocuje. Co do tego nie mam wątpliwości!

Piszę to z uśmiechem na twarzy!

10 listopada 2013

Klarowanie wina

 

Wino jest tym, co w naszym życiu dobre, ważne, wartościowe - co dodaje temu życiu smaku. Ja tak patrzę na wszystko, co związane z wewnętrznym rozwojem.


zdjęcie pochodzi ze strony www.dobra-rada.pl


Żeby powstało wino - potrzeba owoców, a żeby były owoce - potrzeba drzew albo krzaczków. Idąc tym tropem i próbując dotrzeć do źródła, uświadomimy sobie, że proces powstawania wina jest bardzo długi i skomplikowany. Można włączyć w niego: sadzenie drzewa, pozwalanie na to, by zadziałały na nie czynniki tak niezależne od nas, jak słońce i woda, wreszcie - przycinanie gałązek

Bolesne, ale konieczne...

Jednak na tym nie koniec. Wino musi się wyklarować.

Klarowanie wina nie jest bynajmniej zabiegiem czysto kosmetycznym, służącym wyłącznie poprawie jego aparycji. Pozbycie się zawiesin i osadów ma bowiem także inny, z winiarskiego punktu widzenia bardziej nawet istotny cel – stabilizację fizykochemiczną i mikrobiologiczną, tak aby po rozlaniu wina do butelek nie zdarzyły się w nim już żadne przykre niespodzianki.

Rozwijając swoje wnętrze też musimy przejść ten sam proces. Jeśli już dopracujemy się w pocie czoła, jakiejś wizji czegoś, gdy już odkryjemy, co jest naszym dobrem, potrzeba jeszcze czasu, by doszło do ostatecznego wyklarowania, tzn. oczyszczenia, rozjaśnienia, przejrzystości...

W tradycyjnej technologii winiarskiej wino po drugim przelaniu pozostawia się w spokoju, żeby samoczynnie wytrąciła się kolejna porcja osadu i po jakimś czasie – zwykle po paru miesiącach – przelewa się je po raz trzeci. Podczas dalszego dojrzewania w zbiorniku lub w beczce wino co kilka miesięcy przechodzi taki zabieg, aż przestanie wytrącać osad i uzyska całkowitą stabilność

To, co czasem nowe, zapierające dech w piersiach, napawające dumą i entuzjazmem, musi zwyczajnie potrwać w czasie, byśmy mogli przyjąć to jako pewną nową normę bycia...

Taki naturalny proces klarowania i stabilizacji wina przez kilkukrotną sedymentację i kolejne zlewanie znad osadu jest wciąż stosowany przez niektórych winiarzy-tradycjonalistów. Uzyskanie tym sposobem całkowicie stabilnego wina wymaga jednak co najmniej roku pracy, a może trwać nawet kilka lat. W środkowej Europie, zanim powszechniej zaczęto stosować filtrację zwyczaj nakazywał zlewać wino znad osadu trzy razy w pierwszym roku po fermentacji, dwa razy w drugim i raz w trzecim – i dopiero potem można je było rozlać do butelek.

(cytaty dotyczące klarowania wina zaczerpnęłam z artykułu Wojciecha Bosaka, www.winologia.pl)


20 października 2013

Kim chciałbyś zostać?

 

To pytanie zadaje się najczęściej dzieciom w wieku przedszkolnym, pozwalając im puścić wodze fantazji i dać się ponieść marzeniom o przyszłej ukochanej pracy.

Później - w wieku szkolnym, zwłaszcza zaś nastoletnim - zapytanie to nabiera nowych odcieni: powagi i troski. Jaką drogę zawodową zamierzasz wybrać? Czy nadajesz się do takiej pracy? Czy masz  wystarczająco dużo wiedzy i umiejętności, by zacząć uczyć się wybranego fachu? Czy zajęcie to będzie dla Ciebie opłacalne i przyniesie przyzwoity dochód? Gdzieś w tym wszystkim pomija się często kwestię marzeń, pasji, talentu i predyspozycji.

W wieku dorosłym, gdy zawsze już kimś się jest, często brakuje nam czasu i motywacji, aby zadawać sobie takie pytanie. Tyle wysiłku poświęciliśmy na zdobycie odpowiedniego wykształcenia oraz znalezienie tzw. pracy w zawodzie, że boimy się chyba stanąć w pewien sposób w punkcie wyjścia. To pytanie naraża nas bowiem na skonfrontowanie naszych wyobrażeń o wybranym zawodzie z rzeczywistością, a to często bywa trudne. Wolimy więc odpowiadać na pytanie o faktyczny stan: "Kim jestem?", a nie o możliwość ewentualnej zmiany.

Tymczasem, to widniejące w tytule posta pytanie zdaje się być nader inspirujące, uwalniające, pozwalające na nowo skontaktować się z własnym sercem i ocenić, w jakim miejscu jesteśmy i do jakiego chcielibyśmy zmierzać. Daje możlwość wzięcia udziału w przygodzie aktywnego określania swojej tożsamości, dzięki czemu życie ma szansę stać się naprawdę ciekawe.

A zatem:
Kim Ty chciałbyś zostać w przyszłości?

18 października 2013

Przyjąć nieidealne


W zaniedbanej i zakurzonej nieco blibliotece proponuję przycupnąć dzisiaj w przytulnym kąciku zwanym czytelnią.

A tutaj krótka "notatka prasowa", która mocno przemówiła w ostatnich miesiącach do mojego serca. Fragment pochodzi z artykułu zatytułowanego "Wiara, czyli życie bez pogańskiej obawy", który napisał ojciec Paweł Porwit OCD ("Głos Karmelu" 2013/4).

(...) potrzeba wielkiej odwagi, aby przyjąć to, co nieidealne. Wedle naszych wyobrażeń spełnienie obietnicy wiąże się z czymś idealnym i atrakcyjnym. Przyjęcie więc tego, co tak mało atrakcyjne w naszym życiu, wymaga odwagi i twórczości. Jak rozpoznać w nieciekawych i niepozornych szczegółach prawdziwą obietnicę? Ile potrzeba  wiary, aby żyć obietnicą, nawet wtedy, gdy bardziej oczywiste wydaje się jej niespełnienie? (...)

Chodzi o to, aby być gotowym do przyjęcia wydarzeń, które zaprzeczają osobistej wizji szczęścia bez przekonania, że jest to zło konieczne. Wierzący to ten, kto potrafi przyjąć niepożądane fakty w sposob hojny, serdeczny i wspamiałomyślny, nie dając im odczuć, że są niechcianym gościem. Nie chodzi o zwyczajną akceptację tego, co i tak jest nieuniknione. Chodzi o to, żeby wyjść temu naprzeciw, przyjąc postawę czynną i odpowiedzialną również wobec zła, które mnie spotyka i które mogłoby mnie zniszczyć. Wierzący jest odważny nie tylko poprzez gotowość do życia obietnicą. Jest także inteligentny w jej rozwiązywaniu i w ropoznawaniu drogi jej realizacji. Jako, że obietnica jest zawsze niewyczerpana i ciągle odsłania się na nowo, życie człowieka wierzącego stawia go w całkowitej i nieustannej zależności. Odpowiedzią na obietnicę może być jedynie wiara przeżywana jako aktywne oczekiwanie, czyli uczenie się rzeczywistości. Wiara, o której możemy powiedzieć, że jest potrzebowaniem i pragnieniem. Jest nieustanną zgodą na zależność i na bycie zaskakiwanym. Dlatego też życie człowieka wierzącego jest ciekawsze. (...)

Wiara oznacza przyjmowanie również tego, czego się boję i co odrzucam. Wiara to przyjmowanie życia bez pogańskiej obawy, że coś utracę. (...)

Wiara jest odwagą przyjmowania tego, co nieidalne. Ziemia obiecana nie jest tym, co idealne, ale tym, czego najbardziej potrzebujesz. Ziemia obiecana jest prawdą, która mówi: Bóg jest wierny. (...)
 

15 października 2013

Perły



Cóż... Strych to chyba nie jest najlepsze miejsce na przechowywanie pereł. Choć nie ulega wątpliwości, że to skarb, który mocno przemawia do mojego wnętrza i zasługuje na tak klimatyczne i kameralne miejsce...

Perła na muszli perłopława
zdjęcie ze strony Wikipedii

Garderoba? Owszem - jako element biżuterii. Czyste, lśniące i gładkie. Synonim elegancji, szyku i piękna... To powiązanie jest jednak zbyt powierzchowne, zbyt oczywiste...

W salonie... Koniecznie!!! Na jednym z obrazów Mistrza Vermeera. Spotęgowanie piękna... 

Vermeer, Ważąca perły

Kocham perły. Dlatego postanowiłam rozsypać je po różnych pomieszczeniach DoM-u. W każdym z nich może znaleźć się dla nich jakiś tajemniczy zakamarek

Najbardziej jednak bliskie są mi w poczekalni. Kiedy myślę o tym, jak powstaje perła, łatwiej znosić mi wszystkie codzienne udręki i bóle. Ten klejnot jest dla mnie znakiem wartości zdobytej dzięki cierpliwemu - pełnemu boleści nieraz - oczekiwaniu.

Perły są wytworem małży – perłopławów
zdjęcie ze strony Wikipedii


To Daniel Ange napisał niegdyś pięknie, że perła jest łzą zranionej muszli.

Gustaw Herling-Grudziński zaś ujął to tak:

Perła rośnie i dojrzewa latami w muszli wokół jądra wielkości ziarenka piasku, w tempie, które wolno nazwać czasem zatrzymanym.

I dalej w kontekście twórczości Mistrza z Delft:

Czas zatrzymany zaś (...) jest duchem malarstwa Vermeera. Chciałbym wierzyć, że Vermeer "rozsypał" w swoich obrazach tyle pereł, aby uzmysłowić - może tylko sobie? może także innym? - jak powstawały w oku i w wyobraźni artysty. Każdy jego obraz jest perłą.